Żona mężowi w państwie Nepal
Pół życia powtarzała: — Nie pal,
Bowiem w sąsiednim państwie Butan
Na pewno mają propan-butan.
Twe zdrowie przy tym to jest detal.
Lekarz, wskutek obostrzeń w rybnickim powiecie,
Utknął razem z pacjentką w swoim gabinecie.
Coś musiał począć z panną.
Objął ją kwarantanną,
Z której wyjść coraz bardziej wstyd jest tej kobiecie…
Jolanta, wrocławianka z dzielnicy Psie Pole
Czekała swego Janka, stojąc przy jemiole.
Płacz jej słyszano smętny,
Acz ten pasożyt wstrętny
Każdemu umożliwiał pocieszać tę Jolę.
Pacjent wieziony erką przez Bytom Szombierki
Usłyszał przez interkom: — Szefie, jadą nerki.
— Będziecie mi coś przeszczepiać?!
— Możesz pan przestać się czepiać?
(Kierowca na stołówkę dzwonił do kelnerki.)
Do pedagoga w mieście Sokal
Chadzało dziewczę ćwiczyć wokal.
A że śpiewała wciąż fatalnie,
Pogrywał z nią instrumentalnie.
W tym celu wynajmował lokal.
Z pracy wrócił raz prawnik, w Lozannie,
Róża w zębach, drzwi zamknął starannie,
Żona mu: — To się jałów!...
Wtarł spirytus z przydziałów...
— ...I kładź mi się pierw na kwarantannie!
Szefowa protokołu pod Polarnym Kołem
Musiała nieraz działać poza protokołem:
Gdy sporządzała protokół,
Dygnitarz w kark ją brodą kłuł,
Więc parła hardym czołem lub kolanem gołem.
Turystka poznała kolesia w Wietnamie
I musi nareszcie pokazać go mamie.
Lecz się facet w ogóle
Nie da znaleźć w Google
Ani przez fejsbuk, ani na instagramie.
Płakała kobieta, znana w Sanoku,
Na izbie przyjęć, że coś ją rwie w boku.
Lekarz ją bada: – Tu rwie?
Cóż, skłaniałbym się ku rwie
Kulszowej. Muszę mieć panią na oku.
Psu sąsiada z miejscowości Ogrodzieniec
Nie spodobał się idący cudzoziemiec.
Próżno sąsiad
Wołał doń "Siad!"
Facet siadł. A pies przeskoczył ogrodzenie…
Pianista z Wybrzeża Słoniowej Kości
Lubił szokować zaproszonych gości.
Częstował, mówiąc: "Słonina!"
A gdy już zrzedła im mina,
Grał na klawiszach ze słoniowej kości.
Kołobrzeżanka znad rzeki Parsęta
Na stancji pragnęła gościć studenta.
Nie żeby z sobą przeszli na ty,
Nie żeby student był bogaty.
Ale przytyła. Albo opuchnięta.
Panna Ala, znana w Spale
Nie chciała być panną wcale.
  Choć wiedziała cała Spała,
  Gdzie chodziła i gdzie spała,
Wszyscy mieli jakieś ale.
Helence z małżonkiem na wczasach na Helu
Wszyscy się kłaniali na plażach: "Cześć, Helu!"
Przenieśli się do Juraty.
Tam byli z Helenką na ty
No może nie wszyscy, w każdym razie wielu.
Kurd zamieszkały w mieście Lourdes
Znany był ze wszczynania burd.
Nic się nie dało zrobić z chamem,
Bo mówił, że zna się z imamem.
I że to postępowy nurt.
Gdyby car dociągnął kolej do Czeladzi,
Bardzo by przysporzył sławy pewnej Jadzi.
Ruch byłby w stodole.
Tak — ścieżka przez pole,
Bo se cała czeladź na piechotę radzi.
Raz Wanda z Andrzejem wybrali się w Andy,
A Andrzej się starał o względy tej Wandy.
Zmiotła ich lawina.
To była jej wina:
Bo po nocach darła się w namiocie: "Andy!"
Duma mężatka ze Śląskiej Rudy,
Jak na bal jadąc, znieść jazdy trudy.
By nie narazić na szwank swej żony,
Mąż najął pojazd opancerzony,
Który na boku miał napis „Rudy”.
Teściowa na chirurgii w miasteczku Kalety
Dostała raz limeryk od zięcia, poety.
Ze śmiechu pękła nieomal.
Musiała dostać ketonal.
Jest pożytek z poezji, ma wielkie zalety.
W pewnej kantynie major z Katowic
Wyznał dziewczynie kody do głowic.
Na trzeźwo nie wie, której kelnerce,
W której kantynie. Boli go serce...
Kody nie wchodzą... Zaczął się głowić...